To było miejsce z którego nie chcieliśmy wyjechać. Mimo, że przywitało nas deszczem [fot] od początku było ekstra. Yangshuo to niewielka miejscowość zewsząd otoczona górami krasowymi. Jedno z lepszych miejsc na świecie (podobno) do wspinaczek na linach i najpiękniejszych (podobno) na świecie.
Góry są bardzo charakterystyczne. Słyszałem nawet o nich legendę. Ogólnie mówi ona, że kiedyś bóg nieba pokłócił się z bogiem ziemi i zdmuchiwał wszystkie góry do morza na południe. Jednak gdy góry były tuż przed morzem - znowu się pogodzili, ale góry już zostały (mniej więcej o to chodził).
Przeszliśmy się po głównym deptaku miasteczka (mnóstwo jedwabiu, herbaty i również badziewia dla turystów [fot]). Zahaczając o knajpkę z jedzeniem [fot] (a tam dopiero na rynku były cuda … [fot]). W trakcie całego pobytu w Chinach mieliśmy ten sam problem: zamawianie jedzenia. Często w nie było transfekcji na angielski. Pół biedy jak były zdjęcia, choć i wtedy nie do końca wiedzieliśmy co jemy. Efektem było losowanie z krzaczków. Ja najczęściej trafiałem paskudne tofu (naprawdę w wersji mało smacznej) a przy dużym głodzie mógł szlak trafić… Jednak kończyło się na tym, że jak każdy zamawiał porcję (a porcje ogromne) to jedliśmy ze wszystkiego co zamówiliśmy. W efekcie często przynosili nam naprawdę kupę żarcia.
Wieczorem Gosia miała urodziny więc znaleźliśmy klimatyczną pidziarnię i poszliśmy uczcić to pidziem (pidzio to po chińsku piwo) Knajpa na głównej ulicy Green Lotos [fot]. Młoda właścicielka dobrze znała angielski a my mieliśmy zapotrzebowanie na „świeżą krew” (do rozmów oczywiście). Lekko nas zdziwiła jedna rzecz...mówiła o tym, jak bardzo chciałaby pojechcać do Hong Kongu i jak bardzo jest to niemożliwe. Chińczycy potrzebują wizy do HK, jednak ciężko im ją zdobyć. Władze ograniczają dostęp "zwykłym" obywatelom ChRL do tej sterfy ekonomicznej...
Co do imprezy - wyzwaniem było jeść okrągłe, lekko tłuste orzeszki plastikowymi pałeczkami ;))) i pidzio...no właśnie, jako, że byliśmy w 6 osób, puste butelki dość szybko zapełniły połowę stołu..kobieta za nic nie chciała ich sprzątnąć, że niby cud, że tyle pijemy...;)) a, i że "kiedyś trafili do niej też tacy ludzie, co tyle pili, i byli zdaje się z...Polski" ;))) Wiem, mało chlubna wizytówka naszego kraju, ale z drugiej strony...2/3 piwa na głowę..nie popadajmy w paranoję ;)